czwartek, 3 kwietnia 2014

NIC SIĘ NIE STAŁO


O tak świetnie mały syneczek bawił się z kotem, na chwilę przed upadkiem i zdarciem 
naskórka na polisiu. No i proszę Państwa tryumf. Wreszcie się doczekałam. Pierwszy 
raz mój mąż Misiak nie wyrwał do syna ("po wypadku") : "nic się nie stało". Wywalczyłam. 
W końcu. A jestem na to uczulona.







Niestety słyszę to notorycznie na placu zabaw i wszędzie tam, gdzie tylko małe dziecko się przewróci, oparzy, uderzy, zszokuje, przestraszy i ogólnie nabawi się negatywnych emocji, doświadczeń i wrażeń. Nic się nie stało. Kurde na serio? Chłopak ma zdarte kolano, a dziewczynka ukruszony ząb, no ale w końcu nic się nie stało. Że niby mamy udawać, że nic nie było, że upadki nie istnieją. Jakoś mi się wydaje, że " twarde dupsko" (dosłownie i w przenośni) od udawania nam nie wyrośnie. A co najwyżej poduczy się maluch, że płakać nie powiniem, że płakać - to wstydzić się powinien.  Że ma nie analizować upadków, tylko udawać, że nic tam. Ja sama lubię sobie siebie pożałować, gdy coś mi nie wyjdzie, lub nabiję guza, to niby czemu Bruno ma myśleć, że jego przykre doświadczenia są tylko na niby? Tłumaczę sobie to tym,  że rodzic myśli, że pomoże dziecku szybko zapomnieć o bólu. Raczej nie pomaga, bo dziecko kwili dalej. A potem i tak odgania smutek.
Ja radzę sobie z tym tak, że tłumaczę Brunowi jak doszło do jego "wypadku" czy do "tego zdarzenia", kończąc zdaniem: "to się zdarza" ( zapożyczone od sis&Tymka). I wiecie co - to działa:) Zwłaszcza, że Brunek uwielbia analizować sytuacje, stan rzeczy, zjawiska czy przedmioty:) 
Tak tak, to się zdarza...

40 komentarzy:

  1. Ja to raczej tule Jurka po jakimś upadku czasami karmie Muszę spróbować twojej metody tzn tego analizowania zdarzenia Buziaki dla. B (w ten niezdarty policzek oczywiście)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiadomo tulasy i całusy muszę być odrazu! dzięki za całusy, oddajemy Jerzykowi ze trzy

      Usuń
  2. Amen! Rozwalają mnie teksty niektórych rodziców. Ostatni z podwórka "ale nic sie przecież nie stało. Przecież to nie boli." Sad but true. Moja 18miesueczna córka jest w stanie przyjść i pokazać, ze sie uderzyła i mowi "mama boly" to co dopiero starsze dziecko?!?!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo proszę jaka empatyczna sąsiadka, do tego stopnia odczuwa co córka czuje, że nawet wie, że nic nie boli, hoho

      Usuń
  3. no niestety...zdarza się :), biedny Bruno :***

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas to samo - analiza przede wszystkim ;) Podkradam "to się zdarza".

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mówię "spokojnie, już jestem, mama Cię przytuli" - przepraszam też mówię, bo każde "bęc" głównie w głowę wzbudza we mnie poczucie winy. Tak, analizując najczęściej mówię właśnie jak napisałam - "to się zdarza" wprowadzę.

    OdpowiedzUsuń
  6. też już to u siebie w domu wywalczyłam, nawet dziadkowie (moi rodzice) już się łapią sami, że się stało;-)))) Zapożyczam "to się zdarza"! Buziak

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się pytam wszystko w porządku? boli cię coś? i tłumaczę że musi uważać bo to czy tamto.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja tam uważam że zdanie " nic sie nie stało" w przypadku gdy naprawdę nic sie nie stało czyt. dziecko niechcący weszło w krzesło i lekko się musneło to nic starsznego, dziecko bardziej się przestraszy jak zaczniemy przy nim siać panikę a lepiej jest przytulić ucałować i powiedzieć " spokojnie, nie płacz nic takiego się nie stało ". Oczywiście zdanie " to się zdarza " jak nabardziej jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem ciut innego zdania. Absolutnie niegdy nie siałam paniki, mówię normalnym głosem. raz była sytuacja taka, że Bruno bawił się z Miśkiem(hasbendem) w drugim pokoje i nagle słyszę płacz z serii przerażenia. Biegnę i pytam CO SIĘ STAŁO??? na co Misiek: NIC SIĘ NIE STAŁO. No kurde to się dziwię? Jakby nic się nie stało, bo Bru by nie płakał, nie? Okazało się, że balon pękł, jak to balon - nagle, znienacka. Tak, tak w naszym dorosłym życiu, to tak jakby nic się nie stało, ale w dziecięcym świcie, to jest wydarzenie, budzi emocje na pewno. No ale wystarczyło powiedzieć : Brunio balon pękł, nagle i głośno, wleciał na coś ostrego i pękł. Jest delikatny, balony pekają, to się zdarza. No i przez łzy słyszę przytakujące " taaaaak" i jeszcze ze 3 razy muszę to powtarzać, bo syn lubi słuchać co i dlaczego:) Nie zbywam takich sytuacji tekstem : nic się nie stało. Pękł balon, wleciałem na krzesełko, otarłem się, nie to nacisnąłem, spadło - TE rzeczy się dzieją, a NIE NIC i sądzę, że trzeba je nazywać. Dziecko płacze, to reakca na silne bodźce i tyle, przecież mu "to nie zostanie":) Z resztą wiadomo, że jak coś się wydarzy pierwszy raz to zawsze budzi wielkie emocje (np. pierwszy pocałunek- a to w końcu "nic takiego"), a co dopiero dla małego dziecko , przecież dla niego WSZYSTKO jest nowe;) No to tylko tak chciałam dopowiedzieć o co mi loto;)

      Usuń
    2. Pięknie to Olga napisałaś!

      Usuń
    3. Jezu, balon!??! toż to tragedia!! U nas świeża, bo z wczoraj, płacz był okrutny, ale potłumaczyłam podobnie jak Ty i było git!

      Usuń
  9. Mój mąż też ma wieczne podejście "niestałosienic", a ja tam od razu tulę, pocieszam i ocieram te dziecine łzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak faceci to lubią, w końcu kształtują "twardzieli" a nie "beksy";)

      Usuń
    2. Ja tule ale po paru sekundach ;) i jak moja J się uderzy to mówię, że wiem ,że boli ale za chwile przestanie i całuję bolące miejsce bo przecież pocałunek ma cudowna moc i po nim już nic tak nie boli jak bolało ;)

      Usuń
  10. U mnie walka trwa... z dziadkami :)

    OdpowiedzUsuń
  11. juz gdzies czytalam podobny tekst

    OdpowiedzUsuń
  12. Super, że o tym napisałaś - ja też kiedyś popełniałam ten błąd, dlatego bardzo mi się podoba Twój sposób z tym tłumaczeniem, jak do tego doszło. Super patent, do wykorzystania od zaraz. Całusy dla Brunia i Jego cudnej Mamy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. moj 6letni tlumaczy rocznemu -"chociaz dzieci uwazaja to wypadki sie zdarzaja". i nie ma ze sie nie stalo! skoro placze jest smutne zle mu to sie stalo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. !! no patzr, a jednak dzieciaki o wiele mądrzejsze od starych! supwr ten twój 6-latek!

      Usuń
  14. Ale przecież tekst "Nic się nie stało" jest domeną kobiet :) Jak się kobita o coś obrazi i facet ja pyta "Co się stało?" to ta odpowiada "Nic!" albo "Nic się nie stało!", ale focha ma dalej... No błagam... Pokażcie mi chociaż jedną, która tak nigdy nie powiedziała ;) Oczywiście, tutaj jest to sformułowanie użyte w innym kontekście, ale należałoby się zatem zastanowić dlaczego się nim posługujemy w tych odmiennych sytuacjach. Mnie zdarzyło się kilkakrotnie użyć tekstu "Ale nic się nie dzieje, kochanie, nie płacz" i nie widzę w tym nic złego. To jest dla mnie forma pocieszenie. I już. Trzeba wiedzieć kiedy można go użyć, a kiedy zachować się inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) no faktycznie coś w tym jest, takiego "kobiecego":)

      Usuń
  15. Oj mnie też denerwują takie teksty. Z drugiej strony widzę po moim starszym synu, że nie można się zbytnio roztkliwiać, bo to dziecko nakręca. gdy widzi nas strach samo się boi. ja w takich sytuacjach podchodzę, pytam czy wszystko w porządku, pytam gdzie boli, stosuję nasz "magiczne dmuchnięcie", przytulam i z reguły Piotr za chwilę zapomina o sprawie. to znaczy zapominał, bo teraz ma fazę na hipochondryka i rozwodzi się nad byle zadrapaniem żądając przyklejenia plasterka, a potem co chwilę przypomina wszystkim by plasterka nie ruszać, uważać na niego, a w kąpieli to już w ogóle są cyrki. kiedyś przez tydzień nie pozwalał odkleić plasterka z nogi. Był już cały zszarzały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a w jakim wieku masz synka? zabawny:) Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    2. 3 lata 10 mc i pol roku

      Usuń
  16. O tak, Tymek uwielbia analizować "sytuacje", czasami wraca do czegoś nawet po kilku tygodniach. A Brusiek cudny Sindbad:) kochamy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bruś też wraca pamięcią, wieczorami najczęsciej. DZIs 3 dzień musimy całować jego "poparzony" paluszek, który włożyl w świeczkę ( ale "nic się nie stało":)

      Usuń
  17. mam taką historię właśnie z serii "nic się nie stało". Zawsze byłam zdania, że lepiej za dzieckiem chodzić, pilnować, podtrzymywać je, aby naprawdę nic się nie stało (chodzi mi o takie dziecko około roczne, które od niedawna zaczęło chodzić). W rodzinie byłam strasznie za to krytykowana, mówiono, że jestem nadopiekuńcza, że dziecko musi padać, aby się nauczyć itp. Ale ja byłam zdania, że lepiej będzie jeśli na podwórku będę chodzić za nim prawie krok w krok aby zapobiegać upadkom np. na chodniku czy krawężniku, przecież takie dziecko w ogóle nie patrzy na takie rzeczy. Nigdy nie wiesz na co upadnie, czym się uderzy, a o wybite zęby i rozbite nosy nietrudno. Pewnego dnia byłam na placu z synem, plac dość bezpieczny, na tartanie, więc w razie upadku obetrze się i nic więcej. Wredna teściowa dołączyła do nas i postanowiła zabrać go od nadopiekuńczej matki na trawę. No dobrze, pomyślałam, niech raz jej będzie. Po chwili słyszę straszny płacz mojego dziecka, wstaję i widzę jak moja teściowa niesie go dosłownie jak worek kartofli, pod pachy, twarzą zwrócony do mnie i buzia cała we krwi. Myślałam, że jej przywalę za ten widok. Doszła do mnie z dzieckiem, a może raczej ja do nich, nie wiem bo byłam w szoku, a ona do mnie z tekstem "no nic się nie stało", na co ja "no jak to nic się nie stało? dziecko jest we krwi i nic się nie stało?". Byłam mega wkurzona, gdyby nie mój syn, którego musiałam uspokoić i opatrzyć to chyba doszłoby do rękoczynów. Oczywiście ona nie zostawiła nas, abym na spokojnie go uspokoiła itp., cały czas chodziła za mną i wrzeszczała na mnie, że panikuję, że jestem przewrażliwiona itp. W końcu krzyknęłam jej, żeby się odwaliła i przestała mi tu wrzeszczeć nad głową bo nie mam nawet jak uspokoić syna, no naprawdę myślałam, że wyjdę z siebie. Na szczęście nic groźnego się nie stało, zęby całe (bo krew płynęła z buzi), upadł na twarz i zęby w środku wbiły się w wargi, na szczęście nie na wylot. Wiecie co najbardziej bolało w całej tej historii? Ona go nawet nie przytuliła po upadku, nie pocieszyła, tylko pod pachy i do matki, bo nie daj boże jaszcze by krwią się ubrudziła. Nie należę do osób co biegną i panikują jak tylko dziecko upadnie, ale jak nie przytulić płaczącego dziecka? Nie wiem. Nigdy nie usłyszałam słowa przepraszam ani nic w tym stylu, ona zachowuje się tak jakby to zdarzenie nie miało miejsca, ale od tej pory nigdy nie zostaje z moim synem sam na sam. Parę tygodni po zdarzeniu, gdy ktoś z rodziny wypomniał jej jak to wnukiem nie potrafiła się zająć, ona broniła się takim tekstem "a gdzie była matka? to matka powinna go pilnować!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. straszna sytuacja;/ straszna kobieta i to w stosunku do dziecka. makabryczny przypadek, no ale przecież nic się nie stało...

      Usuń
    2. W takim razie, moja teściowa jest aniołem. Co prawda mam z nią problem w drugą stronę, że jest nad opiekuńcza. Ale Twoja opowieść to jakaś makabra. Serdecznie współczuję, że musisz się z nią użerać.

      Usuń
  18. U nas przy upadku to ja słyszę od Niego "bam". A jeśli Młody uniknie upadku to słyszę "nie bam". Ogólnie u nas są trzy rodzaje upadków: z chichotem, z poważną miną i z płaczem. Przy każdej reaguje inaczej. Pierwsze są najczęstsze, Młody ma gdzieś prędkość i spadki chodnika, ląduje jak długi, wstaje i się śmieje. Pytam mimo to czy wszystko w porządku i otrzymuje rozczulającą odpowiedź "tak" z uśmiechem na ustach. Mimo to tłumaczę (po raz n-ty), że nie ma tak pędzić, że zdąży do kaczek etc. Druga sytuacja jest czekaniem na moją reakcję. Zawsze pytam czy jest cały i czy ma zająca. Analogicznie padają odpowiedzi "tak" i "nie" z żalem:) Otrzepuje, tłumaczę i jest ok. Gdy jest płacz to pomaga tłumaczenie co się stało i co zaraz zrobię. Ostatnio padł jak długi do kałuży (w świeżo odebranym z pralni płaszczyku, sic) i był przerażony, płacz już na wierzchu. Zaczęłam tłumaczyć, że idziemy do domu, zaraz zdejmę mu płaszczyk i resztę rzeczy. Pytałam czy jest cały. Od razu próbowałam żartować (chyba mam do tego tendencje w stresowych sytuacjach) i On to podłapał bo po chwili sam już się cieszył. A w sytuacjach gdy nie opanuje jego histerii pomaga przytulanie, dmuchanie i tłumaczenie.
    Owszem, potrafię powiedzieć, że nic się nie stało bo On sam tak uważa. Macha wtedy śmiesznie ręką jakby mówił "daj spokój, nic się nie stało" i się chichra - to jedyne sytuacje gdy tak mówimy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bru też rzadko płacze, muszą to być na serio poważne wypadki, jak ten właśnie, gdy zdarł policzek do kwi _ mega guz, ale na ogół to wstaje jak gdyby nigdy nic, smiejeemy się ze to dzieciak kamikaze, on potrafi się walnąc 30 razy na godzinę i przewrócić ostro z 5 razy :) stąd pewnei msiiek ma reakce na "nic się nie stało" ale ja zawsze tlumaczę, a że to nóżka się potknęła, a że to i tamto, bo Bru serio lubi analizy i powtarzanki, potem na przykład wieczorem sobie przypomni i znów tzreba powtarzać:)

      Usuń
  19. Nie no jak są poważne wypadki to trudno by dziecko nie płakało, dorosłemu łzy polecą. Całe szczęście, że to rzadkość. Młody lubi wszystko sprawdzać, niestety zaczyna odkrywać wchodzenie na krzesełko/pojemniki by coś sięgnąć (sama go nauczyłam w dobrej wierze mycia rąk/wchodzenia na łóżko etc. a teraz mam...). Wystarczy się odwrócić plecami do Niego a tam ścieranie tablicy na pojemniku z zabawkami:)
    O tak, powtórzyć Mu trzeba wszystko kilka razy - każdą historię, przypadek, zabawę... Taka próba cierpliwości rodzica:)

    OdpowiedzUsuń