piątek, 31 października 2014

DIETA NORDYCKA. Karolina Semeryło


Wszyscy jesteśmy WIKINGAMI


Nie lubię literatury science fiction. A jako że poradniki o dietach – cud bez wątpienia mieszczą się w tej kategorii, to ich też nie lubię i nie czytam. Uważam, że wydawcy powinni od razu podpisywać z ich autorami umowę na sequel: tytuł „Efekt jo jo”. 


Nim przeczytałam książkę Karoliny Semeryło Dieta nordycka, wcześniej przeczytałam o książce (w GW). I od razu wiedziałam, że chcę ją mieć. I mam. Stoi na regale między Nigellą Lawson a Sophią Dahl. No dobra,  nie stoi, ale tylko dlatego że nie pasuje rozmiarem.
Wprawdzie okładka oraz tytuł nasuwają skojarzenia z typowymi dietetycznymi poradnikami, ale w przypadku tej książki słowo „dieta” oznacza po prostu sposób odżywiania. Odwieczny sposób jedzenia ludzi zamieszkujących północ Europy. A nie jadłospis na 2 tygodnie przed Sylwestrem.
No właśnie klimat - to słowo-klucz tej książki. Autorka przekonuje, iż nam, Polakom, zdecydowanie bliżej do krajów skandynawskich niż do ciepłego Południa. Jej zdaniem dieta nordycka, z wielu powodów, jest dla nas bardziej wskazana niż tak modna u nas kuchnia śródziemnomorska. O ile na wakacjach możemy objadać się grecką sałatką, to już na co dzień powinniśmy jeść podobnie do Szwedów, Norwegów, Duńczyków i mieszkańców Finlandii. Autorka namawia do jedzenia tego, co żyje u nas, a nie migrowało tirami tysiące kilometrów. Co wyrosło nam pod nosem, w ogródku i sadzie. Czyli raczej jabłka niż banany; olej rzepakowy niż oliwa z oliwek. Będziemy od tego zdrowsi, a w efekcie (choć nie natychmiastowym) szczuplejsi.
Dieta nordycka. No właśnie, co jedzą w tych krajach mrocznych kryminałów? Oczywiście ryby, ryby i ryby. I popijają je tranem;) Ale też przeróżne kasze, warzywa kapustne (uwielbiają jarmuż - to również moje odkrycie ubiegłorocznej zimy!) i strączkowe, jagody, dziczyznę. I należą do najzdrowszych narodów świata. Podobnie jak inne narody, które zamiast schabowego wolą pieczonego dorsza lub sushi (gdzie można spotkać otyłego Japończyka? Oczywiście, w USA;).
Autorka zaleca 3 rybne dni w tygodniu. Podaje szczegółowy jadłospis na cały miesiąc, a także przepisy dla zabieganych. Od momentu kupienia tej książki, czyli od niecałych 3 tygodni, zaserwowałam ryby swojej rodzinie jakieś 15 razy. Na śniadanie, obiad, kolację. Mąż, stwór mięsolubny, nie narzekał. Ba, chwalił sobie. Zwłaszcza zupę rybną i zapiekaną kapustę ze śledziami! Mniam!
Oczywiście wszelka ortodoksja, także kulinarna, jest mi daleka, więc pizza i musaka nie znikną z naszego menu. Ale tegoroczna jesień i zima zdecydowanie będą miały smak śledzia.
Książka jest bardzo rozsądna. Jednocześnie daje motywację, by następnym razem ominąć w sklepie dział mięsny (tam zawsze jest dłuuuga kolejka) i wybrać coś z działu rybnego (tam długa kolejka jest tylko przed wigilią). Autorka nie namawia do porzucenia mięsa. Proponuje tylko, by częściej przyswajać białko w postaci śledzia (lub fasolki) a nie prosiaka.  
Ta kieszonkowa książeczka, kosztująca niecałe 14 złotych (aros.pl), powinna być w każdym domu, zawsze pod ręką, najlepiej na kupce z gazetkami biedronki;) Szkoda tylko, że w naszym chrum chrum kraju brakuje sklepów rybnych z prawdziwego zdarzenia.  

PODSUMOWANIE 

OKLASKI
- rzetelna wiedza
- brak poradnikowego oszołomstwa
- opis kuchni krajów skandynawskich
- szczegółowy jadłospis z wieloma prostymi przepisami

DO ZMIANY
- okładka (stockowe foty)
- zdjęcie autorki (okładka z tyłu) – wygląda na nim mało poważnie, jak nastolatka
- brak wykazu gatunków ryb (słodkowodne, morskie, zagrożone gatunki itd. itp.)
- brak wykazu miejsc, gdzie można złowić taaaką  rybę- żart;)

Dieta nordycka
Karolina Semeryło
BUCHMANN 2012



BONUS

PAPRYKOWA ZUPA RYBNA
Przepis z tej książki (nieco zmodyfikowany); idealny dla tych, którym rybie głowy pływające w zupie odbierają apetyt . 
1 duża cebula
1 nieduży seler
2 marchewki
1 pietruszka
1 por
5 ziemniaków
1-2 papryki czerwona i/lub żółta
500 g (lub więcej) filetów rybnych (np. dorsz lub mintaj), moczyć w mleku.
1 łyżeczka przyprawy Papryka ostra
2 łyżeczki przyprawy Papryka słodka
½ małego słoiczka przecieru pomidorowego
liście laurowe, ziele angielskie, sól i pieprz (najlepiej biały)
1-2 łyżki oleju rzepakowego
natka pietruszki do posypania

W garnku zeszklić na oleju pokrojone w kostkę: cebulę i seler. Zalać 1,5 litra wody, wrzucić 3 liście laurowe i kilka kulek ziela angielskiego, nieco posolić. Zagotować i wrzucić marchew, pietruszkę, seler i por. Gotować do miękkości (najlepiej ok. 45 minut). Wyjąć łyżką cedzakową seler, 1 marchew, pora i pietruszkę – zmiksować z odrobiną wody, wlać z powrotem do wywaru, zagotować. Drugą ugotowaną marchew pokroić w plasterki. Wrzucić pokrojone w niedużą kostkę ziemniaki i paprykę. Gotować ok. 15 minut. Dodać przecier pomidorowy i przyprawy – paprykę ostrą, słodką oraz pieprz. Chwilę pogotować i wrzucić filety, pokrojone w 2 cm kostkę. Pogotować ok. 15 minut na wolnym ogniu. Na talerzu posypać natką pietruszki. I voila! 
                                                                      Do kolejnej książki, Monika





10 komentarzy:

  1. Bardzo dobry wpis! Eureka czy nawet heureka!! To dieta dla mnie, zdecydowanie! Dużo w niej przepisów? Możesz jeszcze coś polecić na ten temat?Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. W naszym domu ryba gosci na stole stosunkowo rzadko i przez dlugi czas powodowalo to wyrzuty sumienia. Przed miesiacem obejrzalam jednak szokujacy francuski reportaz o nie tylko azjatyckich ale glownie norweskich hodowlach ryb, o tym co zawieraja te wylowione z naszego Baltyku -jakby nie bylo jednego z najbardziej zanieczyszczonych morz i wyrzuty sumienia juz mi nie dokuczaja, a do zwiekszenia konsumpcji ryb morkisch nikt mnie nie namowi. Podobno w Szwecji jest prawo nakazujace sprzedawcy w sklepie rybnym ostrzegania klientow, ze dana ryby jest z Baltyku, wiec trzeba miec swiadomosc jest skladu. Nie mowie, ze ryby sa zle, nie dajmy sie zwariowac, nie wykluczam ich z jadlospisu, ale tez nie oparlabym na nich rodzinnego menu. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są jeszcze ryby stawowe;) poza tym chemia jest we wszystkim, badania żywności ekologicznej też są miażdżące dla tzw. eko-żywności - gleba powoduję, że niewiele różnią się od tej marketowej. A coś jeść trzeba:)

      Usuń
    2. Chemia jest we wszystkim ale ryby są często mocno zanieczyszczone rtęcią, a przy niej benzoesan sodu to pikuś. Polecam rybę jeść raz na jakiś czas a omega3 można kupić w aptece, tylko takie pochodzące z alg koniecznie.

      Usuń
    3. Wiem, ale akurat tuńczyka jem bardzo rzadko, a tam jest go najwięcej.

      Usuń
  3. Uwielbiam wpisy pani Moniki. Po przeczytaniu jej tekstu naprawdę mam ochotę kupić każdą książkę którą zrecenzuje :) szkoda, że za mało ryby mam w lodówce, bo ta zupa już się gotowała, a dziś wszystko pozamykane :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dołączam do fanclubu mojej sis <3 WIĘCEJ WIĘCEJ

      Usuń
  4. My mamy rybę prosto z Norwegii, więc będzie na czym próbować. Lecę do aros wrzucić ją do koszyka. Dziękuję. Uwielbiam no, ten, klimat, mentalność ludzi, chętnie poznam również kuchnię.
    Bardzo popularne śniadanie w no to świeża bułka z masłem na to plastry gotowanego jajka, plastry wędzonego łososia i majonez. Pycha.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy, w całym swoim jakże krótkim życiu nie jadłam tylu ryb, rybnych past i owoców morza (szczególnie krewetek) co właśnie tutaj, w obecnym miejscu życia mego czyli Norwegii. I świetnie mi z tym, za mięsem nie tęsknię ani ja, ani moja druga połowa, ani (i to nas najbardziej cieszy) nasz mały człowiek :) Wcina ryby aż mu się uszy trzęsą. Książka super, z chęcią zakupię i zainspiruję się jeszcze bardziej kuchnią nordycką.

    OdpowiedzUsuń