sobota, 31 października 2015

DZIEŃ JAK DZISIAJ


Spędziłam taki miły poranek z moim synkiem. Idealnym, wspaniałym. Idealnym kiedy jest radosny. W dobrym humorze. Idealnym, kiedy się smuci. I kiedy wylewa frustracje. 


Spacerowaliśmy, zjedliśmy w takiej sobie restauracji  naleśnika z serem (on) i wypiliśmy kawę (ja).
Pogadaliśmy, pośmialiśmy się. Było cudownie. Mam szczęście. 
Mam szczęście, że mogę tak zwyczajnie żyć. Spędziłam też miłe popołudnie przy kawie z koleżanką Kasią, która daje mi taaaaką siłę. 
U Kasi w restauracji zorganizowaliśmy nasze przyjęcie ślubne, Kasia przygotowywała potrawy. To były najpiękniejsze, najelegantsze i najsmaczniejsze potrawy, jakie tylko można zjeść w najlepszej restauracji. Rady i sztuczki usłyszane od samego Gordona (tak tego). Zjeżdżali się do niej ludzie z Warszawy i Poznania, żeby dobrze i pięknie zjeść. Ale Kasia nie prowadzi już restauracji. Nie ma czasu na takie głupoty.
Pod koniec marca Kasia urodziła cudowną córeczkę, niestety z bardzo chorym serduszkiem. Każdy dzień od marca to dzień walki, o Maję. Nie wiem skąd tyle siły w Kasi, podziwiam ją. Jak mówiłam, to ona daje siłę. Wywalczyli sposobność na operację w Niemczech, która da Mai szansę na życie. Tylko, że niestety - nic nie jest za darmo.Słuchajcie w następnym poście dam informacje, jak możemy pomóc Mai i spełnić największe marzenie jej mamy, umożliwić operację najcudowniejszego i najważniejszego dla niej serduszka.











19 komentarzy:

  1. Obserwuję Twojego bloga od dawien dawna... Niemalże od początku. Po tym jak urodziłaś syna i pisałaś o macierzyństwie i miłości do Bruna w samych oh'ach i ach'ach myślałam - pokazówa. Teraz, kiedy dwa miesiące temu urodziłam swojego syna już tak nie myślę - serio można tak kochać :) i można mówić o samych superlatywach macierzyństwa :)
    Obserwuję dalej i już nie myślę, że to pokazówa! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. zdecydowanie dziecko kocha się dokładnie tak jak opisujesz :-)
    pzdr;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wzruszyłam się czytając ten post ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. To dawaj te namiary <3
    Bruno cudny, piękny, mądry - wiadomo po kim :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest mi naprawdę smutno jak przeczytałam ten post. Czekam na namiary, żeby choć trochę pomóc Mai. Dziękujmy Bogu, że mamy zdrowe, radosne i mądre dzieci. Ja każdego dnia dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Często tu zaglądam, bo choć was nie znam, to bardzo lubię wasze blogowe "ja". Lubię jak kochasz i wynosisz pod niebiosa swojego boskiego Bruna - tak ma być :) I nie ważne czy z górki, czy pod górkę... Ja też mam synka, ale Saszka urodził się z połową serduszka. Mieliśmy jednak to szczęście ( w nieszczęściu), że z operacjami poradzili sobie polscy lekarze i nfz, i teraz Olek normalnie żyje. Zawsze kiedy słyszę, że któreś dziecko czeka na ratunek w Niemczech, to aż serce ściska... Trzeba wspierać takie akcje ! Pozdrawiamy ze Śląska

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej! A ten plecaczek to skad? Fantastyczny!

    OdpowiedzUsuń
  8. też czekam na namiary, wiem ze każde 5, 10zł pomaga, ze razem można czynić cuda.
    Ps. Też myślałam, że aż tak kochać nie można, ale z miłości 1,5 roku temu też oszalałam i też każdego dnia, ba! kilka razy dziennie dziękuję za zdrowe dziecko, nie wiem komu, ale jestem wdzięczna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Olga z tesknota czekam na Twoje nowe Brunowe i stylowe posty!! Mam nadzieje ze bedzie ich troszke wiecej tutaj ta zimowa pora, zza fotki na ig tez sie nie obraze ;)

    wysylam buzki dla Was :* :D
    Martyna

    OdpowiedzUsuń